Odstawić psychotropy, ale jak?

Osoby, które po zachwianiach duchowych, pojawiających się często na skutek wszelkiego rodzaju kryzysów życiowych, wylądowały u lekarza psychiatry i podjęły się tzw. terapii farmakologicznej, po jakimś czasie zadają sobie pytanie, czy rzeczywiście przyjmowanie psychotropów ma sens tym bardziej, że skutki uboczne, które wciąż obniżają poziom życia, są przerażające (wystarczy zapoznać się z ulotką informacyjną, dodaną do każdego z tych “leków”). Oprócz tego okazuje się, że problemy, które poprzedziły farmakologiczną ingerencję, zostały jedynie zepchnięte gdzieś wgłąb naszej psychiki, nie znikają więc, pozostając wciąż nierozwiązane, a sam fakt przyjmowania psychiatrycznych farmaków przynosi za sobą dodatkowe obciążenie bycia ,,chorym psychicznie’’, co nieubłagalnie prowadzi do dalszego załamania i stanów depresyjnych. 

Z korespondencji, jaką otrzymaliśmy po opublikowaniu pierwszego bloku artykułów na temat innego punktu widzenia na tzw. choroby psychiczne (za którą na marginesie serdecznie dziękujemy) wynika między innymi to, co mogliśmy również zaobserwować w czasie pracy z osobami dotkniętymi takimi ,,zaburzeniami’’, że przeważająca ich większość prędzej czy później posiada się z zamiarem odstawienia psychotropów zauważając, że tracą one przez nie kontrolę nad samym sobą, a ich ciało staje się nie tylko coraz bardziej zaspanym i bezwiednym rodzajem rynku zbytu dla przemyslu farmakologicznego, ale dodatkowo zauważalne staje się wciąż postępujące wyobcowanie od reszty społeczeństwa, co pogłębia problemy. Najdalej w tym momencie właśnie pojawia się myśl o odstawieniu leków, co niestety okazuje się nielada problemem ze względu na grasujące już w organizmie uzależnienie, które owe psychoaktywne substancje spowodowały. 

Wiadome jest, że w momencie, kiedy syntetyczna, chemiczna ingerencja blokuje coś w organizmie, mamy do czynienia z następującą reakcją: organizm samorzutnie doprodukowuje blokowaną chemię, ponieważ pojawia sie jej niedosyt. Raptowne odstawienie blokującego ,,leku’’ będzie miało nieuchronnie skutek, że nagle wyrzucony zostanie cały jego wyprodukowany nadmiar, powodując chemiczny bałagan, którego efektem będą tzw. huśtawki nastojów. W przerażeniu zazwyczaj przypiszemy ten brak równowagi ,,nawrotowi choroby’’, wracamy w popłochu do “leków”, przypominając sobie słowa "lekarza psychiatry", mówiącego o konieczności ich przyjmowania ,,do końca życia’’ i koło się zamyka. 

Matthias Seibt, który jest nie tylko dyplomowanym psychologiem, specjalizującym się zagadnieniem psychotropów, ale ma za sobą również doświadczenie własne w zakresie ich odstawiania twierdzi, że samo odstawienie leków często nie wystarcza. Seibt: ,,Ludzie, którzy żyją w niezadowalających, czasami strasznych warunkach i cierpią z tego powodu, nie powinni się dziwić, że mogą przez to ,wpaść w szał’. Bo nie ma czegoś takiego, jak psychozy; jest jedynie indywidualne ,szaleństwo’ jako reakcja na aktualne środowisko, na straszne przeżycia w przeszłości, czy też sposób obchodzenia się z samym sobą (np. myśli, którymi dokonujemy samodegradacji).” 

Przed przystąpieniem do odstawienia psychotropów może więc być konieczna zmiana warunków życia (mieszkania, pracy, kontaktów społecznych), ale często też psychiatry. Konieczne jest to zazwyczaj wtedy, kiedy psychiatra nie zgadza się z wolą pacjenta na redukcję i następnie całkowite odstawienie psychotropów. Tutaj przy nowym wyborze powinno slużyć następujące przemyślenie: w momencie, kiedy naprzeciwko człowieka szukającego pomocy zasiada ekspert, profesjonalista (czy po prostu ,,rozsądny człowiek’’) pojawia się automatycznie przepaść pomiędzy pozycją wladzy a bezwładności. Jedna strona może decydować, druga natomiast musi słuchać, wykonać i być wdzięczna. Rzeczywiście pomóc może tylko ten, kto nie doradza z pozycji władzy, gdyż to doprowadzi nieuchronnie do uzależnienia osoby w tym wypadku ,,słabszej’’ i zepchnięcia jej do życia w roli ,,chorego’’. Z wdzięczności, respektu, strachu itp. zapomina się wtedy po prostu, że o własnym życiu można decydować samemu i zupełnie niezależnie od ,,eksperta’’. Na tym polega psychiatryczne pranie mózgu. Efektem takiej manipulacji jest z jednej strony przejęcie przez ,,pacjenta’’ wizji, że jest ,,chory psychicznie’’ i prowadzenie w miarę normalnego życia poza kliniką jest już do końca życia uzależnione od leków psychotropowych, a z drugiej: zmaganie się z wewnętrzną wiarą, że jednak może on sobie poradzić z ułożeniem życia bez psychiatrii i psychotropów (bo nikt nie chce przecież być "chorym psychicznie" i uzależnionym od czegokolwiek). Często osoba dotknięta krząta się pomiędzy tymi dwoma myślami i nawet, kiedy postanawia podjąć próby życia bez “leków” (czyt. trującej chemii), szybko może doznać załamania choćby w przypadku, kiedy z ust kogoś bliskiego padnie zdanie: ,,nie odstawiaj leków, bo nie dasz rady; to niebezpieczne’’... 

Matthias Seibt przestrzega przed nagłym odstawieniem psychotropów: "Wielu ludzi podejmuje się odstawienia leków przy pierwszej nadarzającej się okazji. Jest to zrozumiałe ze względu na masę pojawiających się skutków ubocznych podczas ich przyjmowania. Pomimo tego zazwyczaj nie jest to najlepsza droga. Psychiatrzy, kiedy pojawia się ze strony pacjenta krytyka neuroleptyków, reagują na taką chęć ich odstawienia mówiąc: ,to proszę je po prostu odstawić’. /.../ Tu konieczna jest jednak stopniowa redukcja. Kto przez lata łykał psychofarmaki powinien zainwestować w ich odstawienie kilka miesięcy. W końcu psychiatra obiecywał rozwiązanie probelmu na przestrzeni kilku lat, co jednak nie nastąpiło. Dlaczego mielibyśmy więc oczekiwać szybkiego rozwiązania od innej drogi?’’ 

Seibt podkreśla, że najlepszą i najpewniejszą drogą jest stopniowa redukcja: ,,Dla przykładu, jeżeli bierzemy 200 mg Neurocilu (Nitrazepam) dziennie, to w pierwszej fazie należy zmniejszyć dawkę do 175 mg i odczekać 1-6 tygodni, aby zaobserwować, jak organizm reaguje na odwyk (tzw. objawy abstynencyjne). Jeżeli nic szczególnego się nie wydarza, dawkę zmniejszmy do 150 mg, znowu czekając 1-6 tygodni i obserwujmy, jak organizm radzi sobie z abstynencją i tak dalej. Jeżeli pojawiają się takie stany, jak wewnętrzny niepokój, bezsenność – odczekajmy, aż stany te miną, zanim podejmiemy się kolejnej obniżki dawki leku. Gdyby miało się okazać, że zaczynamy się czuć nieznośnie i podejrzewamy, że nasz ,wybuch’ jest bliski, lepiej jest powrócić do poprzedniej dawki, która będzie lepszym rozwiązaniem, aniżeli ,lądowanie’ w klinice, gdzie z pewnością zaaplikuje się nam ,dobrowolnie’ wielokrotnie wyższą dawkę neuroleptyków. 

Może się wydarzyć, że początkowo odwyk będzie przebiegał bez kłopotów, a zaczną się one pojawiać dopiero przy odstawieniu ostatniej tabletki (w tym przykładzie 25 mg Neurocilu). Wtedy sensowne jest ,rozłożenie’ w czasie ostatniej dawki neuroleptyku i przyjmowanie np. ¾ 25 mg-Tabletki i znowu odczekanie, zanim przejdziemy na ½ tabletki itd. Przy tabletkach, których nie można podzielić, można nie przyjąć ich co 5. dzień, następnie co 4. dzień... Jeżeli bierzemy tabletkę już co 2. dzień można przejść do formy zażywania jej co 3. dzień, później co 4. itd. W ten sposób odwyk można stosować również przy niskich dawkach neuroleptyku.’’ 

Najbardziej perfidną formą uzależniania są tzw. zastrzyki depot (o przedłużonym działaniu). Seibt: ,,Tutaj redukcja jest możliwa tylko "z pomocą" psychiatry (od siebie dodamy, iż większość tzw. pacjentów jest zmuszana do przyjmowania zastrzyków w depot jeżeli nie poprzez nakaz sądowy, to przy pomocy presji społecznej, a co najgorsze - rodziny, przez co nie pozostaje im nic innego jak "dogadanie się" z psychiatrą). I w tym przypadku obowiązuje reguła małych kroków – począwszy od zwiększenia odstępu przyjmowania zastrzyku. W zależności od sytuacji sensownym pierwszym krokiem może być ,przejście' na tabletki, co umożliwi łatwiejsze dozowanie i redukcję w zależności od samopoczucia. 

Jeżeli psychiatra nie chce współprcować: każdy lekarz może wypisać neuroleptyki oraz inne psychofarmaki, gdyż na wielu ludzi działają one uspokajająco. Ważne wydaje się więc pozyskanie ,fachowca’ na czas odwyku, dlatego zazwyczaj przed podjęciem tego kroku istotna może być właśnie zmiana 'lekarza'. Często, nie tylko w przypadku zastrzyków depot, sensowne może być poszukanie wsparcia w medycynie naturalnej. Z relacji osób doświadczonych wiadomo też, że pozytywny wpływ mają różne formy medydacji i yogi.’’ 

Ważne jest, aby w czasie odwyku mieć zapewnioną spokojną sytuację życiową. Seibt: ,,Szczęśliwym ten, kto przebywa wśród ludzi, którzy rozumieją chęć odstawienia 'leków' i wspierają go w staraniach. Kiedy jednak w naszym otoczeniu są osoby, które sprzeciwiają się takiemu krokowi: wyegzekwujcie, aby respektowały Wasze prawo do tego. Wiadomo, że nawet lepiej w tym okresie być samym niż z ludźmi, którzy tego nie chcą zrozumieć, lub nastawieni są do tego wrogo. Wielu poradziło sobie z odstawieniem tych ,medykamentów’ w samotności.’’ Tu muszę dodać, że owszem, lepiej podczas odstawiania chemii “nie wchodzić w tłum”, ale nie ma lepszego wsparcia podczas tego trudnego okresu odwyku niż obecność bliskiej zaufanej osoby, która w miarę możliwości będzie nas wspierać 24 h na dobę przez długi okres czasu... nawet lata. W takiej “komfortowej” sytuacji istnieje możliwość odstawienia natychmiastowego psychotropów, nawet zastrzyków depo. (Zastosowaliśmy tą metodę w naszej rodzinie z pełnym sukcesem!) Z doświadczenia wiemy jednak, że mało kto z uzależnionych od trujących psychotropów ma takie wsparcie, dlatego dla “samotnych” polecamy metodę stopniowego odstawiania. 

Seibt podkreśla jednocześnie, że każdy człowiek może reagować na odwyk inaczej i trudno jest cokolwiek uogólniać. ,,Każdy musi sam rozpoznawać, co mu pomaga najbardziej. Do tego potrzebna jest swego rodzaju samoobserwacja, której można się nauczyć.’’ 

Najczęstszy błąd, jaki popełniany jest w trakcie odwyku neuroleptyków Seibt określa następująco: ,,Człowiek poczuwa się lepiej już w pierwszej, czy w drugiej fazie odwyku i myśli wtedy: to jak dobrze będę się czuł, kiedy odstawię leki zupełnie? Reszta ,medykamentów’ jest wtedy odstawiana raptownie (albo po prostu za szybko) i łatwo jest stracić kontrolę nad sobą, co może skończyć się kliniką. 

Kolejnym ważnym przemyśleniem musi być zrozumienie, że na skutek nagłego odstawienia psychofarmaków może pojawić się - podkreślam: może się pojawić - dyskineza późna (zakłócenia napędu ruchowego, koordynacji ruchowej oraz napięcie mięśni – przyp. A.S.). Dlatego: powoli!"

Osoby przyjmujące neuroleptyki zastanawiają się zazwyczaj, czy na skutek prowadzonego odwyku nie pojawi się jakiś ,,nerwowy wybuch’’, który może przeszkodzić w pozytywnym jego zrealizowaniu. Tu warto przemyśleć, jak to w ogóle jest z ,,nerwowymi wybuchami’’. Niestety jest tak, że w przypadku ,,normalnego człowieka’’ takie wpadanie w szał będzie określane jako chwilowa nerwówka, natomiast w przypadku człowieka z diagnozą psychiatryczną już zawsze jako ,,nawrót choroby’’. Dlatego pomocne jest też odstąpienie od medycznyego nazewnictwa wszystkiego, co może sie pojawić i pamiętanie o tym, że huśtawki nastrojów, bałagan w myślach, który się pojawia (łącznie z myślami samobójczymi), wprowadziły w organiźmie neuroleptyki, a nie ,,choroba’’. Trzeba zauważyć i zrozumieć, że przez psychofarmaki ludzie oduczają się sterowania myślami i uczuciami, a w wielu przypadkach dopiero podczas odwyku trzeba będzie się tego uczyć od nowa. Dla pełnego obrazu warto zerknąć też na gamę skutków ubocznych, opisanych w ulotkach informacyjnych tych “leków” i porównać je z objawami "choroby", na którą lek został wypisany. Choć w trakcie tych porównań zalecam szczególną ostrożność. W niejednym "pacjencie" może pojawić się szok kiedy okaże się, że to, na co wypisano mu lek, pojawia się w calej okazałości w skutkach ubocznych (i objawach odwykowych) tegoż...

Joanna & Andrzej Skulski