Pomocy! Dziecko ma Schizofrenię!
Dlaczego nie potrafimy się dogadać?

(Dotyczy również pozostałych diagnoz psychiatrycznych, które posądzonym o "chorobę psychiczną" odebrały prawo do samostanowienia o sobie, pomimo braku popełnienia przestępstwa kryminalnego.) 

Jest cała masa aspektów, dlaczego bliskim ciężko jest poradzić sobie z przedmiotowym „problemem”, czyli z nagle pojawiającym się INNYM stanem kochanej osoby. Rozważenie wszystkich aspektów tak czy owak nie jest możliwe, gdyż każdy z osobna otoczony jest innym środowiskiem i innymi wrażeniami życiowymi, ale jest kilka spraw, które szczególnie przeszkadzają w nawiązaniu kontaktu, który zazwyczaj tracimy z Dotkniętym, co staje się przyczyną izolacji, ale też samoizolowania się naszych bliskich, a tym samym – całej masy problemów. 

Szczególną przeszkodą w ZDROWEJ komunikacji pomiędzy członkami rodziny, w której pojawia się Schizofrenia, są w szerokim stopniu trzy sprawy: 

  1. Rodzina nie wierzy Schizofrenikowi, kiedy ten (na początku) wciąż powtarza, że nie jest chory, a zamiast Jemu wierzy ogólnie przyjętej i rozpowszechnianej w społeczeństwie przez psychiatrię hipotezie (przypuszczeniu), że zmiany, jakie pojawiły się u naszego członka rodziny, są chorobą biologiczną, a Jego przeżycia - halucynacjami. Od tego momentu mamy konflikt z bliskim, gdyż On twierdzi, że to nie jest choroba, a my – pomimo tego, iż mówimy „kochamy cię” – nie wierzymy dziecku/bliskiemu, a wierzymy osobie obcej (psychiatrze), której 
  • nie znamy i nie wiemy, kim jest 
  • opierającej swoją tezę – jeszcze raz dodam – na przypuszczeniu (gdyż nie ma dowodu na to, by Schizofrenia była chorobą biologiczną.

__2. Samemu Schizofrenikowi ciężko jest wyjaśnić, co tak naprawdę się z nim dzieje, gdyż: 

  • przeżycia, które opanowują jego życie, są doświadczeniami, odbywającymi się poza pięcioma znanymi nam zmysłami - węch, słuch, wzrok, dotyk, smak 
  • On sam jest zakłopotany tym, co przeżywa, gdyż z jednej strony nie potrafi tego wytłumaczyć, a z drugiej – sam jeszcze nie wszystko może zrozumieć. 

I tak mamy do czynienia z sytuacją, gdzie z jednej strony mamy rodzinę, która żyjąc w obrębie pięciu znanych zmysłów nie jest w stanie zrozumieć przekazów Dotkniętego (nam też niemożliwe jest wytłumaczyć komuś bez zmysłu wzroku np. /niewidomemu/, jak wygląda kolor czerwony), a z drugiej strony z człowiekiem, który nagle posiadł dodatkowe zmysły i nie bardzo wie, jak sobie z nimi radzić. Zakładając, że Schizofrenia jest swego rodzaju NOWO-NARODZENIEM, taki człowiek potrzebuje czasu i nabierania doświadczeń z tym „nowym JA”, aby nauczyć się żyć w środowisku, które wciąż operuje tylko pięcioma zmysłami. Niemowlak też nie od razu wstaje i jest samodzielnie funkcjonującym ogniwem w społeczeństwie.

3. Ciągłe wmawianie Dotkniętemu, że jego stan jest chorobą, że musi się leczyć itd., itp... Takie podejście do sprawy, czyli konkretne określenie: „ty jesteś chory, bo słyszysz/widzisz/czujesz inaczej/więcej niż ja”, wprowadza w Dotkniętym zachwianie wiary w samego siebie, co powoduje jego samoizolację i nie ma on już ochoty na komunikację z nami. Proszę sobie wyobrazić, że nagle niewidomi zaczęliby do widomych mówić: „jesteście chorzy, bo my przecież nie widzimy tego, co wy twierdzicie, że istnieje”. Mało tego, każdy niewidomy postrzegałby widzących, jako „wariatów” i ignorował właściwie każde wypowiedziane przez nich słowo twierdząc, że to i tak jakieś „chore majaki, urojenia, halucynacje”... 

Jak sobie z tym poradzić? 

Krótko mówiąc: wiarą w zdrowe i inteligentne jądro w człowieku; wiarą w to, że światy, które otworzyły się przed Schizofrenikiem, nie są chorobą. Osobie dotkniętej bardziej potrzebne jest otoczenie, które zaakceptuje jego inność, które wysłucha, z czym ona się akurat zmaga, które zaakceptuje to, co nazywamy ,,głosami’’ (natłokiem myśli itp.), jako już nieodłączną część świadomości, a nie – jak proponuje psychiatria konwencjonalna – halucynacją. Osobie takiej potrzebny jest spokój i schronienie, aby mogła poznawać sama siebie na nowo . 

Niestety w większości przypadków jest inaczej i osoby dotknięte od początku traktowane są jako „chorzy”; odsyła się ich do psychiatry, co niesamowicie utrudnia ich rozwój w tej już nowej rzeczywistości. To właśnie psychiatria (ciągłe wmawianie dotkniętemu: ,,jesteś chory’’) i sam fakt przyjmowania „leków na choroby psychiczne”, powoduje u osoby dotkniętej tym fenomenem zachwianie równowagi, a „wkręcana” myśl o chorobie umysłowej szybko może się siłą sugestii przenieść na jej stan rzeczywisty. I wtedy przestajemy się już dopatrywać głębszego sensu w wydarzeniach, które się mnożą, a wypatrujemy choroby, choć w sumie nie wiemy, na czym ona miałaby polegać... Psychiatria też nie wie. Psychiatria przypuszcza, wmawiając nam, że wie, abyśmy zaakceptowali psychiatryczną formę „leczenia”, czyli – pomyślmy logicznie – oddania BLISKIEGO w ręce kogoś, kto mówi, że leczy, a jednak mamy do czynienia z czymś NIEULECZALNYM, bo psychiatra będzie zalecał leki już do końca życia... Samochodu pewnie nie oddałby nikt do mechanika, który twierdziłby, że trochę podreperuje, ale trzeba będzie już do końca życia regularnie przyjeżdżać do warsztatu, bo samochód będzie się i tak psuł... 

Jeżeli chodzi o moje osobiste doświadczenia i jak nam udało się poukładać życie ze Schizofrenią... Od początku nie podchodziłem do tego, jak do choroby i od początku prowadzimy dialog z „Głosami”. Wygląda to tak, że to, co „Głosy” mówią w głowie, jest w miarę, na ile się da przekazywane na głos. W ten sposób powstaje forma dialogu we troje (trialog), pomiędzy osobą słyszącą głosy, niesłyszącą i Głosami. Na tej zasadzie udało nam się porozumieć/dogadać z Głosami (z tymi myślami, które się pojawiły) i na dzień dzisiejszy stały się one dobrym, kreatywnym przewodnikiem, a taka forma komunikacji daje 2 konkretne wyniki: 

  1. Nie tracimy kontaktu z Bliskim (i na odwrót) 
  2. Nie pozostawiamy go samemu sobie z Głosami/myślami, które się pojawiają i jesteśmy w stanie posłużyć pomocą zawsze wtedy, kiedy pojawiają się przed nim pytania, których nie może zadać nikomu innemu, a tylko osobie ZAUFANEJ, która w NIEGO WIERZY... W ten sposób stajemy się nie tylko nielada podporą, ale też swego rodzaju korektorem, który czasami swoim TAK lub NIE potrafi pomóc Bliskiemu w znalezieniu tak potrzebnej równowagi, w dopasowaniu Jego przeżyć z jednej strony do świata, postrzeganego przez nas jako „normalny”, a z drugiej do tego świata/światów, który/które otworzył/y się przed Nim. Musimy przy tym być otwarci na poszerzanie własnej świadomości i zrozumienie, że niekiedy rzeczy, wydające się nam jako nielogiczne, pojawiają się za jakiś czas jakby w LOGICZNIEJSZEJ logice i dostrzegamy w nich wyjątkowy, głęboki sens. I na tym powinno polegać nasze wsparcie – na doszukiwaniu się w tym wszystkim sensu i logiczniejszej logiki, a nie nonsensu i wariactwa... 

Ważne przy tym jest pamiętać, że na pewno nie ma jednej recepty dla wszystkich. Głosy – pomimo wspólnego mianownika - są w każdym przypadku inne i dotyczą życia każdego z osobna. Każdy ze Schizofreników (ale też i nie-Schizofrenicy) przeżył swoje życie inaczej, każdy popełniał nawet te same błędy, co inni, ale inaczej, więc i Głosy będą „dopasowane” do indywidualnych przeżyć. Z naszych doświadczeń wynika, że Głosom chodzi (w szeroko pojętym skrócie) o to, aby: 

  1. Przemyśleć przeszłość i zauważyć w niej własne popełnione ,,błędy’’. 
  2. Przeprosić choćby w myślach osoby, które poprzez te ,,błędy’’ skrzywdziliśmy (czasami czynem, czasami może chodzić tylko o nasze negatywne myśli z tego okresu). 
  3. Wybaczyć popełnienie tych ,,błędów’’ również samemu sobie 
  4. Pojąć, że ta nauka, jak i jej przypomnienie, były po to, abyśmy od natychmiast (w teraźniejszości) starali się nie popełniać już ,,błędów’’, które nam przypomniano i zrozumieliśmy je jako wykroczenie wobec innych/pokrzywdzonych_przez_nas. 

To wszystko oczywiście tak naprawdę w wielkim skrócie ... Nie jest to łatwa droga tym bardziej, że wielu Schizofreników, kiedy przeszłość pojawia się, jak niechciany film, wciąż dopatruje się winy w innych, a rzadziej w samym sobie. Stąd też dochodzi do sytuacji, że ,,mam dość’’, że zaczyna się wyzywać Głosy, że woli się zaakceptować jakiś wymyślony stan ,,choroby’’, aniżeli podjąć się tej trudnej walki z samym sobą i z własną przeszłością. Kiedy jednak koncentrujesz sę na tym i zaczynasz doszukiwać się własnych wykroczeń wobec innych (również zwierząt, roślin, rzeczy), komunikacja z Głosami zaczyna wtedy układać się na zupełnie innym poziomie i przestają one stresować, a podpowiadają w innej, bardziej przychylnej formie. Stają się wtedy przyjaciółmi, z którymi jest przyjemnie żyć. Taka harmonizacja życia z Nimi umożliwia znalezienie równowagi i życie staje się przyjemne i pełne emocji. I cały czas od nas zależy, czy utrzymamy taki stan. Od tego, czy znowu zaczniemy kłamać, krzywdzić, kraść, oszukiwać, leniuchować, narzekać, krytykować, wyzywać itd., itp... czyli postępować tak, jak udało nam się nie raz postąpić w przeszłości i za co właśnie zebraliśmy od Głosów cięgi...