"Akcja T4" - pamięć i protest
Przemówienie na zakończenie demonstracji
„Upamiętniamy dzisiaj ofiary nieludzkiego aktu. Przy jego wykonaniu brali udział przede wszystkim ‘ludzie medycyny’. Było to straszne masowe morderstwo, dokonane na ludziach, których najpierw pozbawiono wolności, godności i prawa do samostanowienia, następnie nazwano ‘wynaturzonymi’ i zamordowano. Na tablicy pamiątkowej czytamy m.in., że mieliśmy w ich przypadku do czynienia z ludźmi biednymi, załamanymi, buntownikami lub potrzebującymi pomocy... Wtedy była wojna...
W międzyczasie minęło 70 lat. W ramach tzw. globalizacji jednoczone są banki, przemysł, grupy interesów, jednakże coraz mniej myśli się o jednostce. Polityka, władza, siła militarna wydają się mieć większe znaczenie, niż najważniejsze ogniwo w łańcuchu – człowiek... Dzisiaj mówimy, że jest ‘pokój’...
Czy jednak można mówić o ‘pokoju’, jeżeli z jednej strony ciągłym naciskiem na wydajność system produkuje biednych, załamanych, buntowników i potrzebujących pomocy, a z drugiej - ma zakłady, w których tych samych wycisza truciznami, jak psychofarmaki, wpływające na zmiany w świadomości człowieka i izoluje ich od społeczeństwa? Społeczeństwu przy tym wmawia się,że jest ono przez to chronione. Ale, czy tak jest naprawdę? Czy rzeczywiście realizujemy cele, które ogłosiliśmy w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka w 1948 roku?
Osoby doświadczone psychiatrą informują o zupełnie innej sytuacji. Donoszą o przemocy, o ranieniu elementarnych praw człowieka, że ich godność i prawo do samostanowienia również dzisiaj nie grają dla psychiatrów żadnej roli!
Obecnie w Niemczech pod przymusem zamyka się w psychiatrii ponad 200.000 ludzi rocznie. Dzisiaj wystarczy powiedzieć do psychiatry: ‘Panie doktorze, pan nie wie, o czym pan mówi’ i w ten sposób dostać diagnozę. Jest się wtedy w ‘manii’... do tego jeszcze paranoidalnej, bo widzi się coś, czego pan doktor nie chce widzieć. Na podstawie takiej diagnozy już szybko może się przytrafić, że pod przymusem wylądujemy w psychiatryku, gdzie pod przymusem będzie się nas ‘leczyć’, gdzie nafaszeruje się nas psychotropowymi dragami i często będziemy leżeli, uwiązani pasami do łóżka, albo nawet potraktuje się nas elektroszokiem, pomijając już ciągłe poniżanie, któremu będziemy poddawani.
Ale my to wiemy. Na pewno wielu z nas. Tak samo, jak w tamtych czasach, tak i dzisiaj, nie tylko są sprawcy i ofiary, ale jesteśmy też my, świadkowie. Musimy być świadomi, iż nie wolno nam milczeć w stosunku do dzisiejszych wydarzeń w psychiatrii. Walka polityczna jest ważna. Apeluję jednakże również o prostą, ludzką interwencję. Szczególnie dziennikarze powinni dochodzić potrzeb tych ludzi i informować o nich w swoim przekazie. Powinni ich pytać i przekazywać ich odpowiedzi dalej. Dlaczego stali się biednymi, dlaczego się załamali, dlaczego się zbuntowali i co byłoby dla nich odpowiednią pomocą?
Bez naszego zaangażowania pozostaną tam ubezwłasnowolnieni i bez żadnych praw. Będą nadal odizolowani, odgraniczeni od społeczeństwa i będzie im odebrana szansa na to, czego najbardziej potrzebują – miłości! Diagnoza niestety w większości przypadków prowadzi bowiem również do tego, że rodziny bezmyślnie odpychają tych ludzi, oddając ich w ten sposób bez jakiejkolwiek kontroli w ręce maszynerii psychiatrycznej.
Ne wolno nam dopuścić do tego, aby ludzi tych nadal tak radykalnie degradowano, a ich życie uznano za wynaturzone.”
